Skill to specyfikacja
- Autor
- Sebastian Antolik
- Utworzono
- Zaktualizowano
- Dojrzałość
- kiełek, etap 2 z 3
Co znaczy „kiełek”?
Teksty na tej stronie rosną z czasem. Dojrzałość pokazuje, na jakim etapie jest dany tekst.
- szkic, etap 1 z 3
- Tekst w przygotowaniu, jeszcze nieopublikowany.
- kiełek, etap 2 z 3
- Wczesna wersja. Teza może się jeszcze zmienić.
- dojrzała, etap 3 z 3
- Wersja dopracowana, zmieniana rzadko.
W skanerze, który co miesiąc przegląda moje notatki, jest linijka wyglądająca na zbędną. Zanim tekst trafi do normalizacji Unicode, zamienia „ł” na „l”. Po co, skoro normalizacja i tak rozkłada polskie znaki na literę i ogonek?
Bo nie rozkłada wszystkich. „Ą”, „ć” czy „ż” mają rozkład, a „ł” jest osobną literą z kreską i normalizacja zostawia ją bez zmian. Bez tej linijki skaner przepuszczał najczęstszą literówkę w polskich nazwach plików. Z kodu tego nie wyczytasz. Mówi o tym specyfikacja.
Kanon i instalacja
Tak samo traktuję skille, czyli zapisane instrukcje, które agent AI ładuje przy konkretnym zadaniu. Każdy skill ma u mnie dwie warstwy:
- Kanon leży w notatkach, obok reszty mojej wiedzy. Zapisuję w nim zakres, konwencje, pułapki, uzasadnienia decyzji i precedensy z datami.
- Instalacja to plik, który agent faktycznie odpala. Jest wykonywalną formą kanonu i niczym więcej.
Między nimi obowiązują trzy zasady:
- Przy rozbieżności wygrywa kanon. Jeśli skill robi co innego, niż mówi kanon, poprawiam skill.
- Zmiana idzie najpierw do kanonu. Poprawka wprowadzona tylko w instalacji jest szybsza, ale zostawia nieaktualny dokument, który ma rozstrzygać spory.
- Odbudowuję ze specyfikacji, nie z kopii. Gdy instalacja zginie, czytam kanon i buduję skill od nowa.

Czerwona ścieżka to skrót, który kusi: poprawka trafia tylko do instalacji, a kanon, który rozstrzyga spory, zostaje w tyle.
Kanon synchronizuje się razem z notatkami, a instalacje leżą w katalogu domowym. Skill bez kanonu przepadłby po utracie tego katalogu razem z powodami, dla których działał tak, a nie inaczej. Ostatni taki skill już usunąłem.
Opis, który miał rację
Najlepiej widać to wtedy, gdy opis i kod się rozjadą. Skrypt, który rozkłada moje szybkie wpisy na zadania, pomysły i materiały do przeczytania, miał w opisie dwa tryby: podgląd, który niczego nie zmienia, i wykonanie. Napisałem go od nowa na drugim komputerze, a stara wersja żyła dalej na pierwszym. Synchronizacja nadpisała nową wersję starą. Przez co najmniej sześć tygodni opis mówił o podglądzie, a kod bez pytania zapisywał pliki.
Kiedy to wyszło, trzeba było ustalić, co jest prawdą. Przywróciłem kod do opisu, bo to w opisie siedziały decyzje, na przykład ta, że żaden wpis nie zostaje w skrzynce bez przydziału. Dlaczego podgląd ma sens tylko wtedy, gdy wykonanie robi dokładnie to samo, pisałem w Najpierw podgląd, potem wykonaj.
Co wpisuję do kanonu
Instrukcja krok po kroku jest w kanonie najmniej trwała. Najcenniejsze są rzeczy, których z kodu nie odczytasz:
- decyzje z datą i powodem, żeby nikt ich później nie „uprościł”;
- pułapki z precedensem. Diagramy na tej stronie gubiły ostatnią literę etykiet, dopóki skrypt nie przełączył się z etykiet HTML na SVG. Bez tego wpisu powrót do ustawień domyślnych wyglądałby na porządki;
- granice zakresu: czego skill nie robi i dlaczego.
Pytanie dla tech leada
Jeśli wprowadzasz agentów AI do zespołu, prompt w repozytorium to dopiero instalacja. Zapytaj, gdzie jest specyfikacja: gdzie żyje, kto ją czyta i co wygrywa, kiedy rozjedzie się z tym, co agent robi.
Ze specyfikacji odtworzę instalację. Z instalacji nie odtworzę powodów.